Etykiety

11 listopada 2011

Nie lubię listopada.....

    Przyznam szczerze, że bardzo nie lubię listopada. Po pierwsze, jest zimno, ponuro, wilgotno i prawie wszystkich dopada wtedy tzw. jesienna chandra, ludzie mniej się uśmiechają, mniej żartują itd. Po drugie, dla mnie jest to miesiąc, gdy na własnej skórze czuję, że dzień jest coraz krótszy, a doba ma zaledwie 24 h. Jest to miesiąc w którym mi wszystko komplikuję i nawarstwia się, ledwie ogarnę pewne zaległości, a już mam stos następnych spraw do załatwienia.

     Należę do ludzi, którzy bardzo nie lubią papierkowej roboty no i właśnie w listopadzie mam jej najwięcej. Gdy drzewa zrzucają ostatnie liście,  a ja z niecierpliwością czekam gdy miną ostatnie listopadowe dni i powita nas mroźny grudzień. A póki co muszę uzbroić się w cierpliwość, dokończyć stos zaległych spraw i cieszyć się każdemu następnemu dniu, ponieważ tyle fajnych rzeczy mnie spotkało (i mam nadzieje, że jeszcze spotka) tyle fajnych ludzi poznałam (i jestem pewna jeszcze poznam)... i choćby dlatego warto uśmiechnąć się tego listopadowego dnia...
    


8 listopada 2011

Jadę więc czytam....

Często kursuję Olsztyn-Toruń-Olsztyn, za każdym razem spędzam około 5 h w pociągu, szkoda mi trochę czasu na podziwianie widoków przez okno, bądź kimanie macie może jakieś pomysły, jak efektywnie wykorzystać ten czas???
        Pokonując dziś trasę Olsztyn-Toruń obserwowałam jak inni umilają sobie czas, by ta podróż szybko minęła. Jedni, zazwyczaj ludzie młodzi znajdują rozrywkę w swoim telefonie komórkowym (czy to nałogowe pisanie SMS-ów, słuchanie muzyki oraz gry). Drudzy, natarczywie szukają towarzystwa "oby pogadać, nie ważne z kim i na jaki temat, oby nie jechać w ciszy" - najczęściej ludzie starsi, samotni, bądź po prostu gaduły. Trzecia grupa są to osoby, które po prostu się nudzą, patrzą w okno, próbują zasnąć, rozmyślają.  Ostatnią, czwartą. grupę podróżujących nazwałam intelektualistami, są to ludzie w rożnym wieku, którzy umilają sobie podroż czytając książki, prasę itd.

 
Osobiście uwielbiam czytać w pociągu, bądź autobusie, uważam że czytanie jest najbardziej efektywnym wykorzystaniem czasu podróży, ale  słabe oświetlenie, bujanie poprzez jazdy nie sprzyja naszemu wzrokowi.

5 listopada 2011

Ustępować czy nie ustępować??? ... by żyło się (jechało się) lepiej

       Ustępować czy nie ustępować? to kolejne nurtujące mnie dziś pytanie. Chodzi mi o to czy ustępować miejsc w środkach komunikacji publicznej? Powszechnie utarło się przekonanie, że młody człowiek zazwyczaj zdrowszy, wypoczęty powinien ustąpić miejsca starszej, chorej osobie bądź kobiecie w ciąży lub z dzieckiem. Zgadzam się w 100 % z tym, ale gdy przysłowiowe "babcie" w zapchanym autobusie przepychają się przez cały autobus by usiąść, jadą 1 przystanek, a potem cały kolejny przepychają się by wyjść, czy to wtedy ma sens? Kolejny przykład z autopsji, zazwyczaj staram się ustępować miejsca tej grupie docelowej, ale jednego razu wracałam z pracy bardzo zmęczona, do tego bardzo bolała mnie głowa i nie ustąpiłam swojego miejsca, bo przyznam, wolałam przytulić się do okna, gdy słyszę jak jedna starsza osoba zaczyna opowiadać o wychowaniu dzisiejszej młodzieży.

Źródło: http://demotywatory.pl/1969159/Babcia-w-autobusie

    Uwierzcie mi, naprawdę  chciałam się powstrzymać od komentarza, ale nie wytrzymałam, i powiedziałam o tym, że młody człowiek też może mieć zły dzień, być chory lub zmęczony i nie świadczy to złym wychowaniu. Moja koleżanka Ania ostatnio opowiadała jaka sytuacja jej się przydarzyła w tramwaju. Jednego razu wracając z chłopakiem z pracy usiedli razem, na następnym przystanku wsiada starsza pani, chłopak mojej koleżanki ustąpił jej swoje miejsce, i jak myślicie co na to powiedziała pani? Nie, nie powiedziała dziękuję, lecz zwróciła się do mojej koleżanki, że ma ustąpić miejsca jej córce, która wcale nie wyglądała na straszą osobę. Drugi przykład na przystanku wsiadło 2 gimnazjalistów i szybko zajęło ostatnie wolne miejsca, na kolejnym przystanku wsiadł starszy pan, nic nie mówiąc stanął przy oknie, po chwili, autobus szybko zahamował i pan się prawie wywrócił, co na to młodzi ludzie? zaczęli się śmieć, zamiast pomóc tej osobie i ustąpić miejsce.
     Jednak kij ma dwa końce i relacje młodych ludzi ze starszymi osobami w środkach komunikacji miejskiej są różne, jedni są mili, drudzy nawet nie powiedzą dziękuję, drudzy udają że ni widzą, a pierwsi stoją i milczą, choć jest im naprawdę ciężko.
   A wystarczyłaby odrobina wzajemnego szacunku: przepraszam, proszę usiąść, ah dziękuję, lub przepraszam bardzo, młody człowieku, czy byś mógł ustąpić mi miejsca, bo bardzo mnie boli... i nie mogę stać i  od razu wszystkim żyło się (jechało się) lepiej.

14 września 2011

Drobne grzeszki...

       Na pewno nie "odkryję" Ameryki, gdy powiem, że każdy z nas ma swoje drobne grzeszki. Jedni się ich wstydzą, drudzy - wręcz przeciwnie emanują społecznie, następni nie zdają sobie z nich sprawę.  Genezą mojego dzisiejszego postu nie są przewinienia natury moralnej (kłamstwo, oszustwo, itd). Chcę podjąć dziś całkiem inny wątek, a mianowicie ludzki komformizm.
       Być może taka jest natura ludzka, ale wszędzie szukamy wygody, potocznie mówiąc lubimy "chodzić na skróty", po co ja mam latać po urzędach i czekać w długiej kolejce, skoro moja ciotka załatwi mi to zaświadczenie - usłyszałam ostatnio w autobusie rozmowę dwóch młodych dziewczyn. No tak po co uczyć się radzenia sobie w życiu skoro można dostać wszystko na przysłowiowym talerzu.
       Niektóre grzeszki natury ludzkiej często są przepisywane określonej płci np. zakupocholiczkami  są kobiety (trudno się z tym nie zgodzić, ale mężczyźni z reguły bardziej interesują się gadżetami np. zegarki, auta, telefony, itd.)

        No cóż... kobiety uwielbiają zakupy, jak powiada jedna z moich przyjaciółek nic nie poprawia jej tak humoru jak nowa para szpilek, druga koleżanka jest zdania że "shopping to też sport i sposób relaksu, być może nie zawsze mogę kupić wszystko co mi się podoba, ale mogę to przymierzyć".

      Naszym kobiecym umiejętnościom wydawania pieniędzy na kolejną parę czarnych szpilek -zdaniem mężczyzn niepotrzebny - a przecież tamte nie mają tak cudnej kokardy z przodu, mężczyźni rewanżują się umiejętnością bałaganiarstwa. Koleżanka z bloku opowiada, że jej mąż potrafi zrobić bałagan 15 min po sprzątnięciu mieszkania.

       No cóż nikt nie jest idealny, ale w końcu to przeciwieństwa się przeciągają. A nasze damsko-męskie grzeszki tylko dodają pikanterii nudnemu życiu!!!

30 sierpnia 2011

Najważniejsze to co w sercu!!!

       Zacznę od tego, że moim celem nie jest tutaj głoszenie haseł nacjonalistycznych. Nigdy nie byłam za tym by afiszować się ze swoją narodowością, ponieważ byłam zdania, że jeśli "idzie między wrony to się kracze jak i one". Tak było przez długich 7 łat. Moje dobre koleżanki potwierdzą te słowa. Tak było.... I nawet gdy integrowałam się ze "swoim" środowiskiem to zawsze sceptycznie patrzyłam na ich zachowanie.
      Myśląc wtedy: "Jasne będąc zagranicą to sobie można chwalić Ukrainę i ją propagować, a pojechać tam i żyć to jest inna bajka". Za sprawą mojej dobrej koleżanki Natalii z czasem zmieniałam swoje mniemanie o takim zjawisku.  Zrozumiałam jak  ważne jest pielęgnowanie własnej tożsamości!!!
I to stał się przełomowy moment, który spowodował, że moje nastawienie całkowicie się zmieniło jednym słowem "wpadłam" jak śliwka w kompot i poczułam te klimaty jak nigdy dotąd.



    Również za sprawą bardzo fajnej ekipy poznanej na na ukraińskim weselu. Nigdy nie zapomnę słów Sławka, który powiedział że chociaż mieszka w Polsce, jest trzecim pokoleniem, to jest 100 % Ukraińcem a w jego żyłach płynie ukraińska krew (Welykyj tobi uklin za ce). Dopiero wtedy do mnie dotarło że nie ważne gdzie się urodziło i gdzie się mieszka, a ważne to co się czuję w sercu i z jakim krajem czuję się powiązanie.
     Mam nadzieję że będzie to dla mnie dobrą nauką na przyszłość jak mawiał wybitny ukraiński poeta Taras Shewczenko " (...) i czużogo nauczajtes i swogo ne curajtes" (nauczajcie się cudzego, nie odwracaj się od swego).

7 sierpnia 2011

Młodzi do boju!!!

   Być może już dawno powinnam się przyzwyczaić do zaistniałego stanu rzeczy ale jakoś nie mogę. Najpierw każą nam (młodym) 5 lat spędzić na studiach, a potem gdy uzyskamy ten wymarzony (albo i nie) dyplom magistra potencjalni pracodawcy patrzą na nas sceptycznie i rozwodzą rękami: Ale Pan(i) nie ma w ogóle doświadczenia!!! Owszem bardzo niewielu absolwentów może się pochwalić, że w czasie studiów pracowało w zawodzie i zdobyło doświadczenia. Bo przecież nas nikt nie "weźmie" do zawodu bez wykształcenia. Większość studentów podejmuję się tzw. przyziemnych prac.
   I tu koło się zamyka nie  ma pracy bo nie ma wykształcenia, jest wykształcenie, a brak doświadczenia. Nie wiem dlaczego ten system tak działa. Owszem dla pracodawcy bardziej się opłaca zatrudnić wykwalifikowanego pracownika niż "zielonego" absolwenta. Ale są i plusy... młodym ludziom coraz bardziej zależy na zdobyciu pracy, więc bardzo szybko uczą się wszystkiego, są ambitni i podchodzą do pracy sumiennie, a także zatrudniając taką osobę pracodawca przełamuję ukształtowaną barierę zawodową i daję szansę młodemu pokoleniu pokazać ile jest warte!!!!

1 sierpnia 2011

Pomarańczowo mi...

       Od zawszE sceptycznie byłam nastawiona do pomarańczowego koloru czy to w ubiorze, dekoracji, kolorze samochodu. Dwie rzeczy które byłam skłonna przyjąć to owoce pomarańczy i mandarynki oraz "pomarańczowa rewolucja" :-))))).  Jakiś czas temu w pracy Pani Młoda zażyczyła sobie dekoracje sali weselnej właśnie w tym kolorze...  Kręcąc nosem poszłam coś z tym fantem zrobić...




A okazało się że ten kolor jest całkiem całkiem fajny a dekoracja wspólnymi siłami załogi Starego Folwarku w Tumianach wyszła bardzo ładna ( na żywo wyglądała ładniej niż na zdjęciu).




Przekonałam się że każdy kolor może być fajny wystarczy trochę wyobraźni...


A co powiecie na na torcik w tym kolorze???



Po prostu jak to mawiał jeden Pan MIODZIO!!!